Karmienie piersią — część 1 — Trudne początki (moje)…

Temat dla mnie bardzo na czasie, jako że sama obecnie karmię piersią. Gdy piszę ten tekst, mój synek ma niespełna 7 miesięcy, a od narodzin jest żywiony głównie moim mlekiem.

Od początku… Przed narodzinami Adasia byłam zdeterminowana, żeby urodzić naturalnie, karmić malucha tylko piersią i… nie szczepić. Cóż, udało mi się tylko to w środku. Chciałam rodzić naturalnie, bo wiem jak to jest ważne dla dalszego rozwoju dziecka, począwszy od bakterii, które kolonizują jego ciałko po rozwój psychoruchowy. Poród początkowo przebiegał prawidłowo, do ostatniej fazy porodu, więc w moim organizmie wytworzyło się wystarczająco dużo prolaktyny i oksytocyny, które stymulują pojawienie się pokarmu. Pokarm więc miałam. Gorzej mają kobiety po planowanych cesarkach, ale nie będę się tutaj na ten temat rozwodzić. Co do szczepień, to nie mam co do nich pewności, a wręcz obawy. Dałam się jednak namówić na szczepienie przeciw gruźlicy, choć zaszczepiłam dopiero w 4. dobie życia. Żółtaczkę Adaś przyjął dopiero podczas kolejnego terminu szczepień.

Co jadłam na początku i jakie były tego efekty?

W szpitalu musiałam przebywać 5 dni, więc byłam zdana na ich prowiant. Śniadanie: herbata, kawa inka z mlekiem, chleb biały, margaryna, „wędlina”, twarożek, zupa mleczna, obiad: ziemniak, ryż biały, klops gotowany, udko pieczone, leczo, marchewka, na kolację parówki, chleb biały, twaróg, „wędlina” – standard. Wymieniałam tylko chleb na żytni na zakwasie, nie jadłam zup mlecznych, ale uzupełniałam jakimś serkiem grani, bo to było najłatwiej mi przynieść i moim dżemem porzeczkowym. Nieprzespane noce, duży wysiłek i ochota na słodkości wygrała. Zajadałam się sezamkami na miodzie i chałwą, chlebem żytnim z dżemem.

Teoretycznie do karmienia byłam przygotowana — sama takie diety układam i doradzam. Wiele szkoleń, przeczytanej literatury fachowej. Trendem w doradztwie laktacyjnym jest jedzenie wszystkiego, bez specjalnych restrykcji, poza oczywistymi produktami typu alkohol, grzyby. Jak się przechodzi do praktyki, to niemalże jak szewc. U świeżo upieczonej mamy zaczęło pojawiać się wiele obaw, czy oby na pewno robię dobrze, jedząc prawie wszystko? Bo przecież nie chcę zaszkodzić, nie chcę, aby dziecko miło kolki, było niespokojne.

Po powrocie do domu zaczęłam jeść swoje jaglanki, kasze, ziemniaki, wszystkie mięsa, jaja, warzywa (poza wzdymającymi), owoce, awokado, pestki, chałwę, miód, ograniczyłam nabiał, ale nadal coś tam zjadłam. Generalnie jadłam raczej wszystko (tylko że moje wszystko nie oznacza chipsy i McDonald's). Efekt: po około 2 tygodniach od narodzin mały dostał wysypkę (patrz zdjęcie na końcu artykułu). Podejrzenie padło na trądzik niemowlęcy, ale pediatra kazał na wszelki wypadek wyeliminować nabiał. Wysypka szybko znikła i tak zostałam na diecie bezmlecznej. Później wielokrotnie robiłam prowokacje tj. jadłam coś z nabiałem i obserwowałam. Zawsze po dniu pojawia się egzema na prawym policzku. Po jakimś czasie zaobserwowałam, że wysypka pojawia się też po miodzie, jajkach, pomidorach, orzechach, sezamie, truskawkach. Wykluczyłam te produkty, jak i wołowinę oraz cielęcinę.

U mojego synka alergia zamanifestowała się skórnie, u innych dzieci mogą być problemy z wypróżnianiem, nieprawidłowy stolec, kolki itp.

Co zatem proponuję jeść na początku? Na pewno nie wszystko. Dobrze by było,  jakby zdrowe nawyki żywieniowe były utrwalone już w czasie ciąży (a najlepiej jeszcze przed). Do mleka dostaje się bardzo dużo substancji z pokarmu, który je mama. Wiele będzie działało negatywnie na organizm noworodka. Ile bowiem może znieść tak małe i niedojrzałe ciałko?  Zatem trzeba jeść zdrowo i nie myśleć o tym w kategoriach poświęcenia.

Przykłady (nie uwzględniające alergii):

  • Wszelkie jaglanki z duszonym jabłkiem, z bananem, ryż z jabłkami, gryczanki, do tego pestki dyni, słonecznika, nasiona chia, mleko kokosowe, wiórki kokosowe, owsianki na mleku kokosowym;
  • Placuszki z kaszy jaglanej bez jaj (z odtłuszczonym siemieniem lnianym), naleśniki na mące gryczanej (zamiast jajka banan) z dżemem z porzeczek, jagód, borówek, malin;
  • Ziemniaki, wszelkie kasze, ryż;
  • Mięso – najlepiej każdego dnia inne (np. duszone żeberka);
  • Zupy np. krupnik;
  • Mało ryb;
  • Duszone warzywa  lekkostrawne (marchew, pietruszka, burak), generalnie mało warzyw i owoców;
  • Dodatki: oliwa z oliwek / olej lniany, olej kokosowy nierafinowany do smażenia, mało masła, sól himalajska, naturalne przyprawy poza szałwią;
  • Dania powinny być gotowane, duszone, pieczone, smażone delikatnie na oleju kokosowym. Lepiej jeśli na początku je się mniej składników, bo łatwiej jest wyeliminować ewentualnego sprawcę kolek lub wysypki;
  • Ważne: banany muszą być ekologiczne, a jabłka, jeśli są marketowe, to trzeba obrać;
  • Kurczak tylko z wolnego wybiegu, nabiał ekologiczny.

Osobiście kurczaka wcale nie jadłam, a częściej duszoną wieprzowinę z lokalnej masarni, cielęcinę, indyka, żołądki i serca indycze, kaczkę. Ryb na początku nie włączałam. Nie wszystko musi być „BIO”, ale przynajmniej te banany i nabiał, a kurczaka w ogóle wyrzucić z menu.

Na początku karmienia nie polecam:

Ostrych przypraw, czosnku, cebuli, kapust, fasolki szparagowej, kalafiora, brokułów, kalarepki, pomidorów, pieczarek, strączkowych, okazjonalnie nabiał i jaja, marketowych: sałat, szpinaku, jarmużu, surowych owoców (zwłaszcza truskawek, cytrusów) i warzyw, słodyczy sklepowych, ciast, deserków, chipsów, frytek i innych fast foodów, słodkich napojów i soków, ewentualnie z marchewki i jabłka typu Bobo Frut.

cdn.

Mini galeria